Przejdź do głównej zawartości

Posty

Drzazga, rozdział 5

OLGA: DIDASKALIA — Idź. Idź do tych twoich dziwek! Odgłos trzaśnięcia drzwiami, tupot nóg na podjeździe, stuknięcie drzwiczek samochodu i szelest kół. Na jedoczesnym planie, do uszu Olki docierają odgłosy przesuwanych złością garnków, szczęk rozdrażnionych talerzy i chrobot obrażonych sztućców. Rodzinne, niedzielne popołudnie. Rodzice pokłócili się przez Olkę. To ona doprowadziła do dzisiejszych krzyków i przepychanek. Krzyków i przepychanek, przez które ojciec wyszedł z domu. Wychodził z domu z różnych powodów, ale jeszcze nigdy przez nią. Przez osiemnaście lat była córką idealną – świadectwa z czerwonym paskiem, najlepsze w klasie oceny, olimpiada historyczna w przygotowaniu. Powroty z imprez zawsze przed 23.00 i to odbierana przez ojca. To dla niej wracał do domu. Wracał z długich delegacji. Wracał z posiedzeń i odbiorów budowy. Wracał z nadgodzin, dzięki którym rodzina mogła spokojnie żyć. Wchodził do domu z twarzą wyżłobioną godzinami harówy. Jadł obiad i tonął na ...

Drzazga, rozdział 4

MAGDALENA: PRZYTRAFIŁO SIĘ — Przytrafiło się dziewczynie zaraz po ślubie. Mówię jej, młoda jesteś, dzieci będziesz jeszcze mieć. A mój syn studia dopiero kończy, na kupie się wszyscy gnieździmy, idź do lekarza. Załatw to. Magda siedzi pod stołem. Cztery rogi, rozlanego kwiatowym wzorem obrusa dotykają dywanu. Kwiatowy wzór przepuszcza smugi słońca. Dywan utkany jest z gąszczu kół, kwadratów, esów, floresów. Krainą, w którą mała Magda wnika wzrokiem, by zagubić się na kwadranse. Nie ma jej. Zaszywa się pod tym stołem z serwetą, za tym tureckim dywanem. Ponad nią świat dorosłych. Babcia Janinka, sąsiadka Kielecka, dwa papierosy zasnuwające pokój mgłą oraz dwie szklanki kawy parzonej. Szklanki osadzone były w metalowych, plecionych koszyczkach. Babcia Janinka pochodziła ze starej szkoły dorosłych, według której, jeśli dziecka nie widać, to dziecko nie słyszy, a dziecko poniżej wieku szkolnego nawet jak słyszy, to nie słucha. — Ja tylko Januszka urodziłam. Widziałaś, ile g...

Drzazga, rozdział 3

MARIA: LINIA DOŻYCIA Ciąża wyszła przypadkiem. Maria zazwyczaj robi wielkie zakupy w pobliskim supermarkecie. Tego dnia supermarket został w innej dzielnicy miasta. Został w innym życiu, wygodnym i dopasowanym jak stare wytarte kapcie. Tu gdzie się teraz zatrzymała nie znała jeszcze sklepów. Chleb razowy i twaróg kupiła na śniadanie w jakiejś maleńkiej, lokalnej dziupli. Dziupla była wystarczająco duża by móc tam nabyć ciekawy zestaw piw, podstawową paletę win oraz rozległy wachlarz wódek. Spożywka była tam jakby przypadkiem. Właśnie. Przypadkiem tuż obok natknęła się na aptekę. Okres spóźnia się już ponad tydzień. Poprzedni test, wykonany zgodnie z zasadami sztuki w terminie spodziewanej miesiączki, wykazał wynik negatywny. Pozytywny. Czasami negatyw jest pozytywem. Rozgrzebała powietrze w portfelu. Dylemat, czy obfity obiad, czy kolejny test ciążowy rozwiązała z pozytywnym skutkiem dla tej drugiej opcji. Następnego ranka patrzyła na przypadkowe dwie kreski. Wynik poz...

Drzazga, rozdział 2

MARIA MAGDALENA: LINIA ŻYCIA Jedna kreska miała być tylko formalnością. Tak jak, tydzień wcześniej, formalnością okazało się pojedyncze muśnięcie na teście. Krwawienie nadal się nie pojawiało, kupiła nowe opakowanie. Trzeba z pewnością, stanowczością w głosie powiedzieć lekarzowi – nie, panie doktorze to nie ciąża, tak panie doktorze jestem przekonana. Nasikała na formalność i poszła zjeść śniadanie. Po kromce żytniego chleba z twarogiem, wróciła do łazienki by wyrzucić formalność do kosza. Na umywalce przywitały ją dwa smagnięcia po oczach – niebieskie i czerwone. Wzięła test do ręki, przybliżyła do twarzy. Niestety, nie okazała się krótkowidzem fantastą. Dwie kreski nadal tam były. Perspektywa wychowywania dziecka bez pieniędzy dachu nad głową, nie jest tą wymarzoną. Większość pytanych o radę, jak wyjść z tej sytuacji, dodałoby: „Tylko jeszcze rzeżączki do kompletu brakuje”. Nic straconego. Ciąża i plany życiowe, albo chwilowy brak planów życiowych, nałożyły się na sieb...